Każdy facet wie, że o gazetę z gołą panną na okładce ciężko nie jest. W pierwszym lepszym kiosku znajdziemy co najmniej kilka pozycji przykuwających oko. Tylko większość tych gazetek po przejrzeniu ląduje w śmietniku i jakoś nikt nie zakrząta sobie głowy wspomnieniami o pięknościach, które widzieliśmy. A to szkoda wielka, bo są kobiety, które o tym co pokazały, po prostu nie dają zapomnieć. Tkwią w męskiej fantazji ciągle i na nowo się przypominają. Można powiedzieć, że takich kobiet jest całkiem sporo – po prostu uwielbiają pojawiać się w gazetach ze swoimi odważnymi sesjami. W końcu mają co pokazać! Czyż nie?
Pierwszym, wyjątkowym przypadkiem jest Anna Mucha. Całkiem niedawno była powszechnie uważana za kobietę z nadwagą, z której dość mocno się naśmiewano. Każdą z jej odważniejszych kreacji krytykowano, mówiąc, że z takimi krągłościami nie przystoi jej ich ubieranie. Ogromne zdziwienie nastąpiło, kiedy Ania na jakiś czas zniknęła i pojawiła się w innej, szczuplejszej formie. Jej piękne ciało pojawiło się dwukrotnie na okładkach męskich magazynów. Odważne i jednocześnie subtelne sesje zdjęciowe idealnie podkreślają jej charakter.
Czym byłyby męskie magazyny bez innej osobowości, Dody? To ona wielokrotnie rozgrzewała swoim ciałem męską wyobraźnię. W sumie, nawet nie tylko profesjonalnymi sesjami, ale zdjęciami z gal, gdzie zawsze szokowała kusym ubiorem. Sama nie ukrywa, że uwielbia się rozbierać. W końcu, chyba wszyscy pamiętają zdjęcie jej pośladków? Nic więcej nie trzeba dodawać. I co z tego, że poprawiła to i tamto, skoro i tak wielu facetów chciałoby mieć taką kobietę.
Pamiętam też Annę Przybylską. Piękną aktorkę, która wielokrotnie w filmach pozwalała na oglądanie „tego i owego”. W końcu przyszedł czas na rozbierane sesje, których na przestrzeni ostatnich lat – pojawiło się kilka. Jest posiadaczką idealnego ciała, w którym chyba nikt by nic nie zmienił. Ania teraz jest mamą, więc niestety, ale chyba nie zobaczymy jej na innych okładkach. Przynajmniej przez jakiś czas.
Za to, Agnieszka Włodarczyk bardzo chętnie i też kilkukrotnie gościła w negliży na stronach męskich magazynów, jak i w filmach. Ponoć nie wstydziła się rozbierać przed kamerą od 17-stego roku życia, więc nic dziwnego, że dla niej nagość stała się czymś, do czego podchodzi bez większego skrępowania. Nikt raczej nie zaprzeczy, że ma piękne ciało. Niestety, od jakiegoś czasu nie widać.
Pozostała Joanna Krupa, która chyba nie mieści się trochę w polskich standardach piękna, gdzie gładkości skalpela jeszcze się nie poszukuje. Patrząc na jej zdjęcia, które bardzo chętnie daje sobie strzelać, całokształt jakoś nie powala. Wiadomo, że większość z nich i tak przechodzi przez myszkę grafika, ale… gdzie tu wybrzydzać. Przynajmniej jest co wspominać :)
Świat stanął na głowie… „Super Express” informuje nas, o tym, że mamy w Polsce pierwszego wróżącego z pośladków???
53-letni Kazimierz Olszewski, poznał tajniki wróżenia z pośladków, czyli rumpologię. Ponoć ta sztuka pochodzi z starożytnego Babilonu. Do tego, aby przeprowadzić wróżbę Panu Kazimierzowi wystarczy zdjęcie pupy, ale oczywiście „kontakt bezpośredni” daje najlepszy efekt…
Olszewski w „Super Expressie” wróżył z pupy 21-letniej modelki i wyczytał, że „dziewczyna zna się na modzie i umie zapanować nad stresem”…
Dalej można poczytać o podstawach rumpologii i cechach osób, które mają np. pośladki: okrągłe, sercowate, gruszkowate czy płaskie.
Tego absurdu nie jestem w stanie dłużej cytować. Zastanawiam się tylko, co jeszcze ludzie mogą wymyśleć i z czego „wróżbici” będą nam czytać naszą przyszłość???
Może niedługo poznamy tajniki wróżenia z zęba i nazywać się to będzie „zębologią” albo z włosa, czyli „włosologią”?
Brak słów...
W każdym związku zdarzy się kryzys. Czasem jeden, chociaż znacznie częściej słyszy się o kilku. Wszystko zależy od stażu, rozsądku i serca. Zdarza się też, że dopiero po czasie przysłowiowe „klapki” opadają i zauważa się zbyt późno wady partnera. Pojawia się mur nie do przeskoczenia, ale i tak tkwi się w takim układzie. Takie sama prawa rządzą się w miłości celebryckiego półświatka. Na początku osoby publiczne tkwiły w toksycznym partnerstwie, tylko dlatego, aby nie zostać wyśmianym przez ludzi i wyszydzanym w kolorowych pismach. Teraz trochę się zmieniło, chociaż… niektórych kryzysów nie da się przeoczyć. Poszczególne strony związku nie wypowiadają się na temat problemów, ale i tak widać wszystko po ich zachowaniu. Przykład? Józefowicze.
Jakiś czas temu Natasza popłakiwała za kulisami programu, ale nie skarżyła się na źródło łez – męża. Ten z kolei obserwował ją wręcz tak skrajnie krytycznie, że potrafił wytknąć jej najmniejszy błąd, którego regularny widz nawet by nie zauważył. Chwilę później nastąpił jakby przełom. Oboje ucichli – przynajmniej na planie programu. Spokojniejszy i bardziej wyważony show znacznie przyjemniej się oglądało, niż wcześniej. Pojawiły się głosy mówiące o zgodzie wśród Urbańskiej i Józefowicza, tylko jakoś nie sposób dać im wiarę.
Na ostatnich galach pojawili się osobno. On z partnerką teatrzaną „Buffo”, ona poszła w jego ślady. Tu również pojawiły się pochwały – może para taka zgrana, że nie muszą kisić się we własnym sosie, tylko dają sobie trochę świeżego powietrza? To też nie jest tak do końca. Jak dla mnie to typowa cisza przed burzą i myślę, że będzie o nich jeszcze głośno. Rozwód, separacja? A może romans?
Nie jest tajemnicą, że Natasza próbuje rozwijać karierę na swój własny sposób. Niekoniecznie pod okiem męża, która na jej ‘wzlot’ ma zgoła inny pomysł. Ona jednak upiera się przy swoim, co pokazuje swoim zachowaniem – coraz bardziej niezależnym. Ich drogi w końcu się rozeszły, nie wygląda to na zbyt kolorową rzeczywistość. Tym bardziej, że Janusz jest tym muszącym mieć poczucie kontroli wobec partnerki. Poczucie władzy. Natasza przez jakiś czas pozwalała sobie na to. Może gdzieś na początku były tak określone podwaliny ich związku, który budowali?
Mam nadzieję, że ona w końcu pokaże tego ostatecznego pazura i swoje własne możliwości, które Janusz krztusił pod pretekstem jej dobra. Czy byłoby lepiej, gdyby się rozstali? Tutaj chyba zdobyliby więcej poklasku niż krytyki. I dobrze. Związek to sztuka kompromisu, a nie żądań i wymagań.
Zawsze mi się wydawało, że ciąża i poczęcie powinna być kwestią intymną, dotyczącą tylko dwójki ludzi i najbliższej rodziny. W świecie showbiznesu okazuje się to tylko kolejną metodą, złotym środkiem dla sukcesu. Ludzie „sprzedają” swoje plany związane z dzieckiem mediom, przez co budują zainteresowanie, choć… to sprawa (jak przyznacie pewnie) doraźna. Nie zadziała na dłuższą metę. W tym czasie kobieta i przyszły ojciec powinni skupiać się na sobie. Nie jest to najłatwiejszy czas w związku, a wręcz przeciwnie – często rodzą się kryzysy, które nie zawsze są możliwe do przeskoczenia.
Media tego nie ułatwiają żadnej ze sławnych przyszłych matek. Anna Mucha stara się (jak na razie ze skutkiem) ukrywać płeć dziecka i wszystko, co z małym człowiekiem jest związane. Z drugiej strony mamy Katarzynę Skrzynecką, która robi wszystko, aby jej dziecko stało się produktem. I pewnie już tak jest. Informacje o jej ciąży niebezpiecznie krążą po wszelkich możliwych platformach medialnych zalewając nas zewsząd. Nie wystarczyło już przedstawienie światu płci potomka. Teraz sięga się po bardziej ‘wysublimowane’ metody.
Ujawniono, więc szczegóły planów porodowych. Pani Skrzynecka jest ponoć zewsząd atakowana pytaniami i prośbami od szpitali i klinik, aby to właśnie u nich miał przyjść na świat jej potomek. Ponoć paparazzi już knują, jak tu się zaczaić i ustawić, aby uzyskać pierwsze fotografie po porodzie. Niezależnie od tego czy w szpitalu czy przy pierwszych krokach Katarzyny postawionych za jego progami. Co na to Katarzyna? Ona, pomimo całej nagonki i szumu, który wykreowały wokół niej media i ona sama, najchętniej zdecydowałaby się na poród w klinice zagranicznej. To dobry plan zważając na zainteresowanie jej osobą, dzieckiem i prywatnością. W ten sposób pozbyłaby się wszystkich niedogodności związanych z chociaż tym elementem intymności, który nie powinien wykraczać nigdy poza bardzo wąskie grono osób.
Mam tylko nadzieję na to, że poród nie będzie transmitowany, chociaż… myślę, że za jakiś czas, kiedy podrośnie maluch, pojawi się jakiś wywiad z jego mamą. Oczywiście okraszony sesją zdjęciową z dziecięciem. Co zrobić, taka moda.
Biografia słynnej pani od różowego konia ma znaleźć się na półkach już pod koniec roku. W końcu Jola Rutowicz, celebrytka jednego programu znalazła wydawcę, który chce wydać jej „dzieło”... W książce królowej lateksu (Rutowicz kocha takie ubrania) ma znaleźć się jej pełna biografia, opowieść o tym jak udało jej się wygrać Big Brothera i oczywiście pikantne szczegóły jej związków z Jarkiem Jakimowiczem, Sławkiem Oborskim oraz Mateuszem Osieckim.
Cała i to w dodatku naga prawda o życiu Joli Rutowicz i jej mężczyznach może doprowadzić nas do mdłości. Nie wiem ile osób zdecyduje się na zakup tej książki, której okładka ma przedstawiać Jolę tulącą oczywiście różowego konia z odciętą głową.
Ja się zastanawiam tylko ilu jeszcze z tych pseudocelebrytów, którzy tak usilnie walczą o choć trochę popularności zdecyduje się na pisanie książek. O Joli już prawie udało nam się zapomnieć, a jednak ta musi zamanifestować swoją obecność i straszyć nas książka...
Jakiś taki dziwny trend zapanował w show-biznesie na grafomańskie wypociny…
piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 869 628 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Tajemnice zza kurtyny
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: